środa, 8 lutego 2012

kiedy Cię nie ma, nie ma trochę mnie

Przez te trzy dni tak dużo się wydarzyło, że aż nie wiem od czego zacząć. W poniedziałek nie poszłam do szkoły, bo nie było busa (a przynajmniej mi się tak wydawało). No ale nie miałam zamiaru marnować tego dnia, dlatego też udałam się do mojej dawnych szkół, które są ze sobą połączone. Nie dość, że mam tam bratową, przyjaciół, to jeszcze pewnego pana, do którego uwielbiam przychodzić. Przyznam, że dzień ten  był świetny, ale tylko do połowy. Następna część była nieco gorsza.
Od kilku miesięcy z moim kotem coś się dzieje. Strasznie schudł. Tym bardziej, że jest zima i powinno mu przybyć na wadze. Poza tym jest strasznie osowiały, oraz kilka innych objaw, o których wolę nie pisać. Mama powiedziała, że najprawdopodobniej to rak jelita. Boże, ryczałam niesamowicie przez pół dnia i trochę kolejnego. Bo przecież nie wyobrażałam sobie, żebym dobrowolnie pozwoliła go uśpić...
 Dzisiaj była z Tigerem u weterynarza. Albo tasiemiec, robaki, albo powiększone cośtam. Najprawdopodobniej. Trochę odetchnęłam z ulgą, jednak to chyba moje pierwsze takie prawdziwe zwierze, nie licząc pięciu papug, chomika i żółwia, do którego przecież nie mogę się tak przywiązać. 


3 komentarze:

  1. Świetny blog!Nie mogę się napatrzeć!!:D
    Na pewno będę często wpadać!
    Dodajemy do obserwowanych?:)
    Będzie mi bardzo miło!

    OdpowiedzUsuń